Czasami patrzę na kobiety, które przychodzą na warsztaty, kręgi, sesje indywidualne lub po prostu piszą do mnie wiadomości. I choć każda z nich ma inną historię, inne doświadczenia, inny bagaż życiowy, bardzo często słyszę podobne słowa:
„Nie wiem już, czego chcę.”
„Nie wiem, która decyzja będzie właściwa.”
„Czuję się zagubiona.”
„Mam wrażenie, że zgubiłam samą siebie.”
A ja siedzę naprzeciwko nich i widzę coś zupełnie innego.
Widzę kobietę, która przeszła przez burze.
Widzę kobietę, która upadała i wstawała.
Widzę kobietę, która przez lata dawała więcej, niż sama otrzymywała.
Widzę kobietę, która tak długo troszczyła się o wszystkich wokół, że przestała słyszeć własne potrzeby.
I myślę wtedy o tym, jak bardzo świat nauczył nas szukać wszystkiego poza sobą.
Szukamy miłości na zewnątrz.
Szukamy akceptacji na zewnątrz.
Szukamy odpowiedzi na zewnątrz.
Szukamy poczucia bezpieczeństwa na zewnątrz.
Jakby ktoś inny miał mapę do naszego życia.
Jakby ktoś inny znał drogę lepiej niż my.
A przecież nikt nie mieszka w naszym sercu.
Nikt nie czuje naszego bólu.
Nikt nie zna wszystkich łez, które wypłakałyśmy po cichu nocą.
Nikt nie zna wszystkich modlitw, które szeptałyśmy w chwilach bezsilności.
Tylko my.
A mimo to tak często oddajemy innym władzę nad własnym życiem.
Kobiety, które zapomniały o sobie
Myślę, że wiele z nas zostało wychowanych do troski.
Troski o dzieci.
Troski o męża.
Troski o rodziców.
Troski o pracę.
Troski o dom.
I troska sama w sobie jest piękną cechą.
Problem zaczyna się wtedy, gdy każdemu nalewamy do kubka, a zapominamy nalać sobie.
Przez jakiś czas to działa.
Dajemy.
Pomagamy.
Wspieramy.
Ratujemy.
Ale przychodzi moment, kiedy w środku zaczyna być pusto.
Pojawia się zmęczenie, którego nie da się przespać.
Pojawia się smutek, którego nie da się zagłuszyć serialem, zakupami czy kolejnym zajętym dniem.
Pojawia się tęsknota.
I nie jest to tęsknota za kolejnym związkiem, nową pracą czy większym domem.
To tęsknota za sobą.
Za tą kobietą, którą kiedyś byłyśmy.
Za marzeniami, które odłożyłyśmy na później.
Za radością, która kiedyś przychodziła tak naturalnie.
Za spokojem, którego nie trzeba było szukać.
Życie nie zawsze zabiera. Czasami budzi.
Przez wiele lat wydawało mi się, że trudne doświadczenia przychodzą po to, by coś nam odebrać.
Rozwód odbiera poczucie bezpieczeństwa.
Strata odbiera poczucie kontroli.
Choroba odbiera siłę.
Odrzucenie odbiera wiarę w siebie.
Tak przynajmniej wygląda to na pierwszy rzut oka.
Ale z perspektywy czasu zaczęłam dostrzegać coś jeszcze.
Niektóre doświadczenia nie przychodzą po to, by nas zniszczyć.
Przychodzą po to, by nas obudzić.
Czasami życie musi zatrząść naszym światem tak mocno, że nie możemy już dłużej udawać, że wszystko jest w porządku.
Nie dlatego, że jest okrutne.
Ale dlatego, że zbyt długo żyłyśmy nie swoim życiem.
Zbyt długo ignorowałyśmy własne potrzeby.
Zbyt długo zgadzałyśmy się na mniej, niż podpowiadało nam serce.
Kobieca intuicja nie zniknęła
Spotykam kobiety, które mówią:
„Ja nie mam intuicji.”
A ja się wtedy uśmiecham.
Bo jeszcze nie spotkałam kobiety, która jej nie miała.
Spotkałam za to wiele kobiet, które nauczyły się jej nie słuchać.
Kiedy dziewczynka mówi:
„Nie podoba mi się ten człowiek.”
Słyszy:
„Nie przesadzaj.”
Kiedy mówi:
„Nie chcę tego robić.”
Słyszy:
„Przestań być egoistką.”
Kiedy mówi:
„Coś jest nie tak.”
Słyszy:
„Wymyślasz.”
I tak rok po roku uczymy się bardziej ufać opiniom innych niż własnym odczuciom.
A potem jako dorosłe kobiety próbujemy odnaleźć drogę do domu.
Do siebie.
Do własnego głosu.
Do tej cichej mądrości, która cały czas była w nas obecna.
Nie musisz być silna każdego dnia
To jedno z największych kłamstw, jakie wiele z nas usłyszało.
Że dobra kobieta wszystko wytrzyma.
Że poradzi sobie sama.
Że nie będzie nikomu przeszkadzać swoimi emocjami.
Że będzie dzielna.
Przez lata nosimy ten ciężar jak medal.
A potem przychodzi dzień, kiedy nie mamy już siły go dźwigać.
I wiesz co?
To nie jest słabość.
To jest człowieczeństwo.
Natura nie jest silna przez cały rok.
Drzewa nie kwitną przez cały czas.
Rzeka nie płynie zawsze tak samo.
Księżyc nie jest codziennie pełnią.
Dlaczego więc kobieta miałaby być nieustannie silna?
Masz prawo odpocząć.
Masz prawo powiedzieć „nie”.
Masz prawo nie wiedzieć.
Masz prawo zatrzymać się.
Masz prawo zacząć od nowa.
Wszystko już w Tobie jest
Być może właśnie teraz czytasz te słowa i myślisz:
„Ale ja naprawdę nie wiem, co robić.”
To w porządku.
Nie musisz znać odpowiedzi na wszystkie pytania.
Nie musisz wiedzieć, jak będzie wyglądał przyszły rok.
Nie musisz znać całej drogi.
Wystarczy, że zrobisz jeden krok.
Potem kolejny.
A potem jeszcze jeden.
Tak właśnie płynie rzeka.
Nie widzi oceanu.
Nie zna wszystkich zakrętów.
Nie wie, jakie kamienie spotka po drodze.
A jednak płynie.
Bo ufa swojej naturze.
I Ty również możesz.
Bo odwaga już jest w Tobie.
Miłość już jest w Tobie.
Mądrość już jest w Tobie.
Spokój już jest w Tobie.
Może są przykryte warstwami bólu, rozczarowań, lęków i doświadczeń.
Ale nie zniknęły.
Czekają.
Tak jak nasiono czeka pod ziemią na swoją porę.
Tak jak wiosna czeka pod śniegiem.
Tak jak świt czeka za najciemniejszą nocą.
Nie musisz stawać się kimś innym.
Nie musisz naprawiać siebie.
Nie musisz zasługiwać na swoją wartość.
Być może najważniejsza podróż Twojego życia nie prowadzi do nowego miejsca.
Być może prowadzi do Ciebie.
Do kobiety, którą byłaś zanim świat powiedział Ci, kim powinnaś być.
Do kobiety, którą jesteś pod wszystkimi rolami, obowiązkami i oczekiwaniami.
Do kobiety, która od zawsze nosiła w sobie wszystko, czego potrzebuje.
I właśnie tam zaczyna się prawdziwy przepływ.
Woman’s Flow.
Powrót do siebie.
Powrót do serca.
Powrót do domu.